www.alarm-osobisty.com

Małgorzata i kontakt z rodzicami

Pewnego dnia zauważyłam, że była bardzo zdenerwowana i miała łzy w oczach, gdy mówiła o swoim bliżej nie sprecyzowanym niezadowoleniu. Usiadłam koło niej i spytałam, co się z nią dzieje. Rozpłakała się. Powiedziała, że weźmiemy ją teraz za nienormalną. Spytałam, dlaczego jej płacz miałby być dowodem nienormalności. Szlochając, wyrzuciła z siebie wspomnienia z dzieciństwa.

Była jedynaczką. Jej rodzice mocno angażowali się w pracę zawodową. Robienie kariery wiązało się z częstymi wyjazdami. Kiedy Małgosia zaczęła chodzić do pierwszej klasy szkoły podstawowej, rodzice zostawiali ją co pewien czas na kilka dni samą w domu. Miała jedzenie przygotowane w lodówce. Zostawiali jej pieniądze na wydatki. Klucz od mieszkania wieszali córce na szyi. Bała się, gdy zostawała sama. Prawie nic nie mogła jeść. Wyczekiwała rodziców na balkonie. Tam ją nieraz zastawali spłakaną. Mówili wtedy, że jest nienormalna – tak duże dziecko nie powinno już płakać. Siłą powstrzymywała płacz. Starała się, aby nikt nie zobaczył łez w jej oczach. W miarę dorastania krąg ludzi, którym pokazywała wyłącznie uśmiechniętą twarz, poszerzał się.

Tak więc doświadczenia Małgosi ilustrowały, jak stopniowo dochodziło do zahamowania ekspresji emocji (głównie demonstrujących smutek, bezradność, żal itp.). Małgosia jakby prze-fstawała umieć rozpoznawać własne potrzeby, uczucia. Żyła w napięciu. Nie potrafiła początkowo określić, czego ono dotyczy, z jakim pragnieniem, emocjami wiąże się. Potem zaczęła mieć pretensje, że ja, grupa zmuszamy ją do płaczu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *