Małżeństwo Zosi

Te wytworzone w dziecku nadzieje są krzywdzące, bo do takiego obdarzenia go uczuciami nigdy nie dochodzi, i to wcale nie dlatego, że dziecko na nie nie zasługuje. Jest tak, gdyż jego rodzice nie potrafią przeżywać miłości do dziecka czy też nie umieją okazać mu swej serdeczności. Zosia również przez wiele lat żyła taką nadzieją na miłość. Choć spotkałam ją jako osobę dorosłą, która miała już własną rodzinę, jeszcze nie doświadczyła ze strony rodziców oznak głębokich uczuć. Z nadziejami na takie emocje wchodziła w małżeństwo. Tymczasem okazało się, że mąż oczekiwał od niej kierowania rozwojem emocji. Skąd Zosia miała wiedzieć, co to znaczy? W rodzinie pierwotnej nigdy rozkwitu uczuć nie doczekała się.

Psychoterapia miała pomóc dostrzec Zosi, że potrzeby jej „ja” mogą być zupełnie odrębne od wymagań stawianych przez otoczenie. Miała ułatwić jej słyszenie własnych wewnętrznych sygnałów – uczuć, pragnień itp. Sprzyjała uczeniu się różnicowania „ja” powierzchniowego (którego treścią były wymagania otoczenia) od głębszej warstwy doświadczeń. Początki takiego rozwoju życia emocjonalnego mogłam obserwować w czasie naszych psychoterapeutycznych spotkań.

A teraz kilka słów o małżeństwie Zosi. Wprawdzie nieprowa- dziłam terapii małżeńskiej, ale spotykałam się kilka razy z mężem Zosi (te kontakty miały mi umożliwić lepsze zrozumienie problemu). Oczywiście nie chodziło mi o wyrobienie sobie opinii na temat potrzeby rozwodu bądź utrzymania małżeństwa (od początku do końca spotkań nie miałam własnej opinii w tej sprawie). Moje spotkania z Zosią miały ją przygotować do samodzielnego podjęcia decyzji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *