Marek – ucieczki ze szkoły do domu

Przybył do ośrodka psychoterapeutycznego, ponieważ nie był w stanie chodzić do szkoły. Już rok wcześniej przerwał naukę po kilku miesiącach pobytu w pierwszej klasie licealnej. Powodem nieuczęszczania do szkoły były silne lęki. Stany lękowe paraliżowały go do tego stopnia, że mimo zachęt i różnych form pomocy ze strony rodziców nie mógł wyjść z domu do szkoły. Płakał, prosił matkę, żeby pozwoliła mu zostać w domu. Matka tym prośbom ulegała. Kiedy jednak przyszedł nowy rok szkolny i Marek po kilku tygodniach znów przestał chodzić do szkoły, rodzice przyszli z nim do ośrodka. Zgodzili się też na uczestniczenie w spotkaniach grupy rodziców.

Na początku psychoterapii mieliśmy wszelkie podstawy, aby lęki Marka łączyć ze szkołą. Wspólnie z chłopcem i rodzicami poszukiwaliśmy więc w doświadczeniach szkolnych jakichś wydarzeń, które by fobię szkolną uzasadniały. Pytaliśmy Marka i jego rodziców o oczekiwania wobec szkoły jeszcze w okresie przedszkolnym, o pierwsze doświadczenia szkolne, o znaczenie zmiany szkoły, o stosunek nauczycieli i kolegów do Marka. Rodzice i syn nie umieli znaleźć przyczyn wyjaśniających lęk przed szkołą.

Zachowanie Marka było dla niego samego i dla rodziców nie-zrozumiałe. Najmniej do powiedzenia miał chłopiec. Był mało aktywny w grupie. Także w indywidualnych kontaktach zazwyczaj nic nie mówił spontanicznie, często milczał, niewiele miał do powiedzenia o sobie. Prawie nic nie pamiętał ze swojego życia. Podczas grupowych spotkań rodzice przyjmowali postawę wyczekującą – spodziewali się ode mnie rad, recept. Stopniowo stawali się mniej zagrożeni, więcej mówili o swoim życiu rodzinnym. Zaczęliśmy gromadzić dane przemawiające za tym, że nie chodzio lęk przed szkołą, lecz przed wychodzeniem z domu. Lęk wiązał się z opuszczaniem domu. Otóż gdy Marek był zupełnie mały, ale już zdolny do rozpoznawania znanych mu osób z otoczenia, matka musiała pójść do szpitala. Ojciec pamiętał przerażenie i lęk na twarzy dziecka, gdy nachylał się nad jego łóżeczkiem czy wykonywał inne opiekuńcze czynności.

Marek dzieciństwo spędził głównie pod opieką matki. Nie był w żłobku, nie chodził do przedszkola. Matka zajmowała się prowadzeniem domu, nie pracowała zawodowo. Opowiadała, że Marek nie chciał wychodzić z domu do kolegów na podwórzu. Najbardziej lubił bawić się żołnierzykami w kuchni, gdy ona przygotowywała obiad. Rozmawiał wtedy sam z sobą i dobrze się czuł. Matka nie ograniczała jego swobody, pozwalała mu wychodzić do kolegów. Nie bawił się jednak z dziećmi, bo tego nie lubił.

Obecność ojca w życiu Marka była słabo zaznaczona. Pracował, a gdy przebywał w domu, fizycznie niemal dla Marka nie istniał. Oto powody tego stanu rzeczy. Rodzina Marka zajmowała dwa pokoje. W jednym z nich mieszkała babcia (matka ojca Marka). Babcia i matka Marka żyły w konflikcie. Prawie ze sobą nie rozmawiały. Ojciec popołudnia i wieczory spędzał w pokoju babci. Marek i jego matka nie mieli tam wstępu. Taka sytuacja trwała ich zdaniem zawsze (ojciec w rozmowach ze mną nie chciał podejmować tego tematu).

Matka Marka nie była zadowolona ze związku, jaki istniał między jej mężem i teściową, ale ten sam typ kontaktu utrzymywała z własnym synem. Nawet w czasie dojrzewania więzi Marka z matką nie osłabiały się na rzecz rozwoju jego kontaktów z rówieśnikami. Matka codziennie odprowadzała i przyprowadzała Marka ze szkoły, aż do piątej klasy szkoły podstawowej włącznie, mimo że szkoła i dom znajdowały się po przeciwnych stronach tej samej ulicy38.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *