Niechęć matki Ryśka do słuchania jakichkolwiek zarzutów

Nie zdecydował się powiedzieć mi wprost, że nie chce być w mojej grupie, tak jak nie protestował przeciwko woli matki. Miał do niej wiele pretensji, ale nie mówił o nich. Ze spotkań grupy rodziców pamiętałam niechęć matki Ryśka do słuchania jakichkolwiek zarzutów. Dla jej bezpieczeństwa niezbędne było poczucie, że jest osobą nieskazitelną: rozwód był z winy męża, ona dobrze wychowywała syna itp. Rysiek nie czuł w sobie siły, aby walczyć o swoje (z matką i w pewnym sensie ze mną o prawo do posiadania psychoterapeuty-mężczyzny). Jego przekonanie – „Kobiety są głupie” – nie miało mocy sprawczej, nie wpływało na jego zachowania, bo podporządkowywał się kobietom.

Tak więc miałam sposobność poznać tę powierzchniową część „ja” Ryśka, która nie odzwierciedlała ważnych doświadczeń z ojcem (pamięć jego pozbawiona była bolesnych wspomnień rozstań z ojcem). Nie wyrażał on także wprost swego stosunku do kobiet mogących występować w roli autorytetu (matka, ja jako terapeutka). Głębsza warstwa jego „ja” pamiętała niezadowolenie z matki, ale komunikowane ono było (w zgeneralizowanej formie) nie wprost.

Sekwencja wydarzeń była najprawdopodobniej następująca: utrata ojęa – użycie mechanizmu obronnego usuwającego przeżycie przykrości – przyjmowanie przeświadczeń matki w miejsce swoich pragnień, opinii. Matka przekonywała o własnej nieskazitelności nie tylko mnie czy innych rodziców z grupy psychoterapeutycznej. Rysiek z tej treści wypowiedziami matki miał do czynienia na co dzień. Jego „ja” powierzchniowe zawierało zinternalizowane sądy matki o sobie. W tym tkwiła przyczyna jego zahamowań w swobodnym wypowiadaniu własnych pragnień wobec kobiet.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *