Stosunek do dzieci

Dawali mi do zrozumienia, że tak mało doświadczona osoba jak ja nie może mieć większego pojęcia o wychowaniu dzieci. Kontakt z matką Grażyny miał dla mnie szczególne znaczenie, bo dziewczyna była bardzo zahamowana. Skarżyła się na bóle głowy. Narzekała na nieśmiałość i właśnie z tego powodu niewiele mogliśmy się od niej dowiedzieć. W grupie psychoterapeutycznej też prawie nic nie mówiła.

W czasie indywidualnych spotkań ciągle powtarzała, że różnych rzeczy nie pamięta, nie potrafi określić. Sygnałami dla nas były jej reakcje wegetatywne. Przy omawianiu niektórych tematów czerwieniła się, pociła, wstydząc się zarazem takich swoich reakcji. Rodzice Grażyny, choć byli ludźmi wykształconymi, wyrażali się o Grażynie mało pochlebnie i niedelikatnie. Mówili, że jest trochę głupia, że nic z niej dobrego nie będzie, w przeciwieństwie do syna. Bardzo zależało im, aby dostał się na studia. Dla Grażyny nie przewidywali lepszej przyszłości. Planowali nakłonić ją, by po maturze zajęła się w domu krawiectwem. Zwróciłam uwagę na ich stosunek do dzieci. Mówili o nich niemal jak gospodarze

0 własnym dobytku, bezwolnym, podporządkowanym przypisanej mu etykiecie. Grażyna w pełni akceptowała taki sposób traktowania przez rodziców. Gdy pytaliśmy, co chce robić po maturze, odpowiadała, że nie wie dobrze – pewnie, jak chcą rodzice, zajmie się krawiectwem.

W miarę kolejnych spotkań rodzice (z grupy, w której uczestniczyła matka Grażyny) przekonywali się, że nie zamierzam ich atakować ani obwiniać. Dostrzegali, że interesuję się autentycznie ujawnianymi przez nich trudnościami oraz przeżywam kłopoty, jakie sprawiają im dzieci. Stopniowo zyskiwałam więc ich zaufanie. Zaczęli opowiadać o swoim życiu i wiązać kłopoty ze swoimi dziećmi z trudnościami przeżywanymi we własnym dzieciństwie w kontaktach z własnymi rodzicami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *