poznań psychiatra

Znencanie brata nad siostrą

Brat znęcał się nad Anną także poza domem. Ośmieszał ją na podwórku wobec koleżanek. Miała wrażenie, że potrafi odgadnąć wszystkie jej intencje. Kiedy starała się zaimponować koleżankom powtarzając zasłyszane u niego opinie, włączał się do rozmowy i wyśmiewał ją. Anna czuła się mocno skompromitowana w takich sytuacjach.

Najbardziej bolesny cios zadał Annie, źle traktując jej lalkę. Była to jej ulubiona zabawka. Rozmawiała z nią, brała ją do łóżka przed zaśnięciem. W pierwszej klasie szkoły podstawowej przed wyjściem do szkoły zawsze odbywała rozmowę z lalką, kładła ją do łóżeczka. Pewnego dnia brat rozzłoszczony na Annę wyciągnął lalkę z łóżeczka i rzucił nią o podłogę. Był to dla Anny wstrząs. Musiała długo lalkę głaskać, pocieszać, przepraszać za wyrządzoną jej krzywdę. W niedługim czasie zaczęła mieć wrażenie, że nie tylko lalka, ale też inne przedmioty cierpią, gdy są źle traktowane. Zaczęła więc przedmioty te głaskać, przepraszać. Każdego dnia przed zaśnięciem długo głaskała własne kapcie przepraszając, że sprawia im ból, gdy chodzi w nich. Co pewien czas przesuwała leżące na biurku książki. Wyobrażała sobie bowiem, że biurko czuje ból, gdy książki naciskają na nie. Wykonywała te czynności często.

Po pewnym czasie rodzice zauważyli to. Pytali, dlaczego tak się zachowuje. Nie chciała o tym mówić. Zaniepokojeni zaprowadzili ją do psychologa i lekarza. Psycholog był nawet miły, ale Anna postanowiła na jego pytania po prostu nie odpowiadać. Obawiała się, że zostanie wyśmiana. Ograniczył się więc do zbadania poziomu intelektualnego Anny i poinformował rodziców, że nie mają powodu do niepokoju, bo rozwój umysłowy ich córki jest w normie. Lekarz zapisał Annie jakieś uspokajające środki i rodzice przestali się sprawą zajmować. Od tego czasu Anna bardziej dbała, aby wykonywać swoje magiczne czynności w tajemnicy. Po raz pierwszy zaczęła o tym mówić w naszym ośrodku psychoterapeutycznym.

Jej magiczne czynności mające służyć zmniejszeniu cierpienia zaczęły się nam kojarzyć z zajmowaną przez nią pozycją w domu rodzinnym. Bardziej klarowne stało się to, gdy powiedziała nam 0 kontaktach z matką. Wspominałam wcześniej, że matka Anny ‚ często chorowała. Wszyscy w rodzinie mówili, że jej choroba jest rezultatem nieposłuszeństwa Anny. Matka nazywała ją zakałą rodziny. Zastanawiała się, za co Bóg skarał ją, dając taką córkę. Brat był ciągle stawiany Annie za wzór. Starała się go naśladować, ale nigdy jej się to nie udawało. Zawsze coś wypadło źle, martwiła tym matkę. Za każdym razem obiecywała sobie, że się poprawi. Ale w niedługim czasie ponownie coś złego robiła.

1 znów uwaga matki koncentrowała się na niej. Rodzice zwracali uwagę na osobę brata, kiedy zasługiwał na pochwały. Nawet jego agresja wobec Anny była pozytywnie przez nich oceniana. Na córce skupiali uwagę, gdy coś zbroiła. Poznawszy wczesne doświadczenia Anny podjęliśmy z nią pracę podczas sesji psychoterapii grupowej. Użyliśmy lalki, która została rzucona na podłogę. Chodziło nam o przypomnienie przez Annę jej dawnych doświadczeń i sprawdzenie, czy w pełni akceptowała poczynania rodziny, czy doznawała jakichś pragnień, uczuć, których nie śmiała wyrazić wobec wiecznie zapracowanej i chorej matki, agresywnego brata i dającego sobą pomiatać ojca. Anna mocno przeżyła poświęcone jej grupowe spotkanie, a najgłębiej wzruszona była, gdy inni członkowie grupy dzielili się z nią swoimi wrażeniami. Większość osób mówiła jej, że miała wyjątkowo okrutnego brata – nie tylko wymierzał jej kary, ale poniżał ją i nigdy nie pozwolił być od siebie lepszy. Mówiono o sytuacji osaczenia – nie było wokół niej nikogo, kto mógłby jej pomóc. Zauważono, że cierpiała w osamotnieniu. Żyjąc z piętnem złego

dziecka, nie miała prawa przyznać nawet sama przed sobą, że jest w domu krzywdzona. Swoje cierpienia mogła przeżywać, gdy przypisała je znajdującym się na zewnątrz obiektom (rzucanej na podłogę lalce, deptanym kapciom, uciskanym do bólu meblom). Wykonywała wtedy wobec tych przedmiotów czynności, jakich sama pragnęła – pocieszała je, przepraszała za czynioną im krzywdę.

Po wysłuchaniu informacji zwrotnych Anna poczuła się oszołomiona, zwłaszcza oceną brata. Kilka razy pytała, czy rzeczywiście sądzimy, że jej brat nie był doskonały. Nie było jej łatwo w to uwierzyć. Mówiła także o swojej wdzięczności do nas. Poczuła się przez nas zrozumiana.

Od tego czasu stopniowo stawała się coraz bardziej łagodna, mniej agresywna. Mówiła, że darzy mnie zaufaniem. Prosiła, abym częściej zabierała głos, bo to, co mówię, jest wartościowe. W czasie indywidualnych spotkań zastanawiałyśmy się wspólnie nad jej poprzednimi agresywnymi zachowaniami. Mówiła o agresji wobec ojca jako o jedynej możliwej formie zwrócenia na siebie jego uwagi. Zastanawiałyśmy się nad naśladowaniem agresywnych zachowań brata. Nad powstałym – również w wyniku doświadczeń z bratem – przekonaniem, że ludzie dzielą się na tych, którymi się pomiata, oraz tych, którzy pomiatają innymi. Wspominała, że wchodząc w drugą z wymienionych ról (próbowała ją także stosować wobec mnie), spotykała się z agresją, odrzuceniem i zaczynała być przedmiotem ataku. To doświadczenie w naszej grupie psychoterapeutycznej nie powtórzyło się.

Po opisanym spotkaniu grupowym Anna zaczęła ujawniać inną prawdę o stosunku do rodziców. Przyznała się do przeżywanego niepokoju o zdrowie i życie matki nie tylko ze względu na obciążenie siebie winą za jej chorobę. Miała świadomość, że rodzice są starzy. Obawiała się, że niedługo może ich stracić. Czuła się niezdolna do samodzielnego życia. Bała się, że coś z nią jest nie w porządku i że bez rodziców nie potrafi sobie poradzić. Po ujawnieniu powodów do niepokoju obserwowaliśmy powolne zmiany w zachowaniu Anny. Potrafiła uważnie słuchać (nie przerywała innym w pół zdania). Ciało jej przestało być napięte, pobudzone. Wypowiedzi też nie były tak jak uprzednio napastliwe. Wyczuwało się w niej niekiedy autentyczne wzruszenie, ciepłe zainteresowanie innymi ludźmi. Stopniowo coraz rzadziej zdarzało jej się wykonywać natrętne czynności. W funkcjonowaniu Anny daje się zauważyć mechanizm obronny ego zwany projekcją61. Własną obawę – myśl o swojej chorobie psychicznej – przypisywać zaczęła innym ludziom (jak kiedyś swoje cierpienie rzutowała na lalkę). „Obawiam się, że jestem nienormalna” przyjęło postać – „Inni obawiają się, że jestem nienormalna”. Tak więc w dzieciństwie wobec przedmiotów odbieranych jako cierpiące i obecnie wobec sąsiadów, którzy – jak sądziła – uważali ją za nienormalną, najprawdopodobniej działał ten sam mechanizm. Zacierały się granice między wewnętrzną rzeczywistością a zewnętrznym światem. Własnymi stanami, obawami, pragnieniami, do których nie była w stanie się przyznać nawet sama przed sobą, obdarzała obiekty zewnętrzne (przedmioty, ludzi). Wykonując pewne czynności wobec tych zewnętrznych obiektów, stanowiących jakby część jej własnego „ja”, w sposób symboliczny zaspokajała swoje potrzeby. Taką funkcję mogły pełnić czynności natrętne wykonywane w dzieciństwie.

U dorosłej Anny rola tych czynności była – jak się wydaje – bardziej złożona. Poprzez niektóre z nich karała siebie, np. gdy stała zimą w otwartym oknie. Stawała się wówczas jakby częścią świata zewnętrznego, który ocenia ją negatywnie (np. jako słabo przygotowaną do egzaminu) i wymierza jej karę. Po ukaraniu siebie czuła ulgę, bo zakończony został cykl przewidywanych zdarzeń powtarzających się w jej wczesnym dzieciństwie: negatywna ocena – kara – przebaczenie. Matka po wymierzeniu kary często bowiem brała płaczącą Annę na kolana, gładziła po włosach.

Tak więc w miarę poznawania głębszej prawdy o Annie czynności przymusowe, uznawane początkowo za bezsensowne, nabrały znaczenia – były rozumiane jako odpowiedź na jej stany wewnętrzne, przekonania, służyły zaspokajaniu słabo uświadamianych i nie ujawnianych wprost pragnień. Podobnie przypisywane innym ludziom przekonania (uznanie za nienormalną) były jej własnymi obawami, do których sama przed sobą nie chciała się przyznać, a tym bardziej nie mogła dzielić ich z innymi. Warunki panujące w rodzinie utrudniając wyrażanie cierpienia doprowadziły – jak można sądzić – do osłabienia granicy między tym, co stanowiło własne „ja”, a tym, co było na zewnątrz (nie „ja”). Psychoterapia służyła lepszemu zarysowaniu tych granic. Otóż najistotniejsze w naszym postępowaniu było stworzenie warunków bezpieczeństwa. To zachęcało Annę do ujawniania głębokiego „ja”, zawartych w nim wspomnień. Staraliśmy się zrozumieć jej cierpienie, dobre intencje, przeżytą krzywdę. Jej „ja” stało się przez to bardziej pełne.

One Response to Znencanie brata nad siostrą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *